niedziela, 1 listopada 2015

Bez pracy nie ma kołaczy

Pewnie pamiętacie jak jakiś czas temu pisałem o chorej atmosferze w pracy, o mobbingu, ogólnej nienawiści do mnie i o tym, że cale zło tego świata to moa wina. Sytuacja taka trwała sobie ciągle, ja z lenistwa i wszystkowdupizmu nie przedsięwziąłem żadnych środków prawnych, przyzwyczaiłem do tej komedii, ale w międzyczasie szukałem innej pracy. Niestety ciężko przebić, to co oferują mi w obecnej więc trwałem w tej sytuacji. Aż coś się pojawiło, z chujowymi warunkami, daleko, ale coś, co już wcześniej robiłem i co lubię. Wziąłem. W międzyczasie kadra zmniejszyła się o kolejną osobę, a minimum zdrowego trybu pracy są cztery osoby (inaczej pracujesz non stop). Mój móżdżek wykombinował, że z powodu niezadowalających zarobków w nowej pracy będę sobie dorabiał w starej i jakoś to będzie. Próbkę tego, co mnie czeka miałem w zeszłym tygodniu. Nie wiem czy wiecie, ale ja słynę z durnych pomysłów. A ten jest wyjątkowo durny, bo może się odbić albo na moim zdrowiu, albo na którejś z prac. Po złożeniu obu grafików do kupy okazuje się, że dzisiaj, tj. pierwszego listopada mam pierwszy z dwóch dni wolnych w listopadzie (o ile jedna z prac będzie nieczynna 11 listopada), ewentualnie mogę do tego doliczyć wolny dzień po nocce. Trzymajcie kciuki, czeka mnie jakieś ponad trzysta godzin do przepracowania. Ale, ale! Kiedy w starej pracy dowiedzieli się o mojej nowej pracy atmosfera stała się zupełnie odwrotna, jest miło, przyjemnie, wróciły rozmowy i heheszki, nikt nie ma do mnie pretensji, przestałem sabotować, obgadywać, podkopywać innych pracowników. W obliczu utraty kolejnego pracownika (jeżeli założyć, że to nie jest sztuczna atmosfera mająca mnie tam utrzymać do czasu znalezienia kogoś innego) nagle okazało się, że jednak nie jestem taki zły. Koniec żalów, teraz trzeba się nastawić, że kolejny miesiąc to godziny spędzone w autobusie, całe dnie w pracy, bo są dni, że z jednej jadę do drugiej i kilka godzin snu dziennie. Ale ja nie dam rady?






Mam za to plan i coś, co mnie motywuje. Celem, który miałem spełnić w tym roku miało być odwiedzenie kolejnego kraju, mam nadzieję, że nadwyżka finansowa i chociaż kilka dni wolnego w grudniu pozwoli mi to osiągnąć (i wolne miejsca w polskim busie!).
Trzymajcie kciuki.

7 komentarzy:

  1. Trzymam też oraz dbaj o siebie synu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. tytanie pracy, mam nadzieję, że jeszcze żyjesz jakoś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś, to dobre słowo. Żyję, ale nie mam w ogóle czasu, z jednej strony to dobrze, bo sobie odłożę te kasę na wojaże, ale z drugiej nie pamiętam już jak wyglądają ludzie.

      Usuń