niedziela, 27 marca 2016

Na święta zamiast kiełbasy polecam muzykę

Cześć. Tak sobie pomyślałem, że napiszę. Z jednymi kwestiami wychodzę na prostą, inne mogą mnie pogrążyć głębiej niż jestem pogrążony teraz, ale trzeba być dobrej nadziei (przy nadziei, hehe).
Święta, wolne, piękna wiosenna pogoda, aż chce się wyjść. Pewnie bym wyszedł, ale ZNOWU siedzę w mieszkaniu z przekręconym zamkiem i czekam aż ktoś mnie otworzy. I sobie słucham muzyki, nadrabiam, słucham świadomie. Bo muzyki słucham na okrągło, ale się nie skupiam, leci w tle przy codziennych czynnościach. Dlatego teraz wyszukuję tych rzeczy, które wpadły mi w ucho, odtwarzam, przewijam, cofam, czytam teksty, i kilka perełek udało mi się znaleźć. Jest też kilka takich utworów, które nie wiedzieć czemu przyciągają, każą się słuchać, chociaż tak na dobrą sprawę nie powinny mi się podobać. Pozwolę sobie coś z obu grup zaprezentować.
(Rok temu o tej porze też było muzycznie, chociaż w innym kontekście: Piękne panie na pierwszy dzień wiosny.)

Na początek utwór z tej drugiej grupy. Leci często w radiu, którego słucham, ludzie wstawiają to to na fejsbuki (elo, Kylu), a tekst jest tak głupi, że aż mnie zęby bolą, kiedy go słyszę. Wpada w ucho, fakt. Nie wiem czemu posiłkuje się fragmentem z piosenki Urszuli, refren może nawet ujdzie, ale zwrotki, szczególnie pierwsza to rzecz straszna. Trochę się broni teledyskiem. W zeszłym roku byłem dwa razy na koncercie Julii Marcell, podobało mi się (no ale na żywo wszystko brzmi lepiej), w tym roku jeśli będę miał możliwość zastanowię się porządnie nad pójściem.


Teraz coś, co siedzi w głowie, wierci tekstem, daje do myślenia, ma fajną muzykę i jest chyba moim ulubionym wydawnictwem ostatnich miesięcy. The Dumplings - Kocham być z tobą. Pierwszy raz zobaczyłem ten duet podczas jakiegoś wywiadu w TV czy innych internetach, przeplatanego od czasu do czasu akustycznymi aranżacjami. Nie przypadli mi do gustu, nie wróżyłem im sukcesu, zapomniałem o nich prawie od razu. Aż do zderzenia się z ich pierwszą płytą. Przeprosiłem w duchu. Niedawno pojawiła się druga i szturmem zdobyła moją osobistą listę przebojów. Polecam.


Wróćmy do drugiej grupy. Jakiś czas temu usłyszałem o tym powrocie na polską scenę muzyczną, zaintrygował mnie, nie wiedziałem czego się spodziewać. Z jednej strony każdy pamięta poprzedni hit tej artystki, cóż, dla mało wymagającej grupy odbiorców, z drugiej pani Reni Jusis, bo o niej mowa jest kobietą swojego faceta, Tomka Makowieckiego, który w muzyce robi dobre rzeczy, liczyłem więc, że pójdzie w nowe. Chyba poszła. Ciężko mi ocenić. W sumie miłe i przyjemne. Kiczowate, ale przykuwające uwagę. Czasem tekst zazgrzyta, muzyka może nie do końca w moim stylu, ale słucham już któryś raz.

Nie wiem czemu nie mogę wstawić filmu z youtube więc macie link: https://youtu.be/T3Cc7Qsghfc

Jest też taki wykonawca, którego w życiu nie spodziewałbym się w mojej playliście. Gatunek muzyczny w którym tworzy nigdy mi nie leżał, bardziej drażnił niż bym mi obojętny. No ale stało się, przykleiło i nie chce puścić. Słucham często i w jakimś stopniu identyfikuję się z tekstami. Muzyka wcale mi nie przeszkadza. Słucham rapsów. Taco Hemingway - Następna Stacja to mój ulubiony utwór tego pana (i chyba nawet pokusiłbym się o pójście na koncert gdybym miał okazję (i dres)). Nie znam się na tym rodzaju muzyki, nie wiem jak środowisko przyjęło tę płytę, mnie się podoba.


Za tego pana zabierałem się ze trzy razy. Powiedziano mi, że jest jak Skubas. Nie jest. Za pierwszym razem posłuchałem, olałem, smęty, pewnie jakiś smutny rozwodnik. Ale jakiś czas później, nie wiedzieć czemu postanowiłem spróbować jeszcze raz, znowu nie dałem się przekonać. Później Kortez zaczął pojawiać się w radiu, więc zabrałem się za niego trzeci raz. Jest ciekawy, ciągle nie jest Skubasem i moim zdaniem dużo mu do niego brakuje, ale tworzą w bardzo podobnym klimacie, da się tego słuchać, ciągle jest smutno i smętnie, no ale czasem każdy potrzebuje "muzyki dla samobójców".


Kolej na największą nadzieję i zarazem zawód, którego ostatnio doświadczyłem. Jedna z moich ulubionych artystek. Pamiętam kiedy na swoim profilu na facebooku zamieściła zapowiedź nowego singla, nie mogłem się doczekać, nawet tak szczęśliwie się złożyło, że trafiłem na premierę w radiu. Brodka. Po Grandzie i LAX spodziewałem się jeszcze większej bomby, torpedy, czegoś co mnie zmiecie i pozamiata polską scenę w 2016. No i mamy Horses. Bardzo przyjemne, spokojne, kojące. Nic poza tym. Ale szturmem zdobywa listy przebojów, święci tryumfy za granicą, głośno o Monice, może rośnie nam międzynarodowa gwiazda muzyki popularnej, życzę sukcesów, na całą płytę i tak czekam z niecierpliwością (premiera 13 maja), może następne piosenki spełnią moje oczekiwania.




Natalii Przybysz ostatnio bardzo dużo w muzyce, albo ja ciągle na nią trafiam, solo, angażuje się w fajne projekty. W sumie dobrze, bo głos przyjemny, miło na nią popatrzeć, byle czego nie robi. U mnie w uszach zasiedziała się dzięki piosence nagranej z Teatrem Chorea. Lulabajki nie są tylko dla dzieci. Chociaż podobno w każdym z nas jest coś z dziecka i może właśnie do tego pierwiastka najbardziej trafia Pan Księżyc.


Mam nadzieję, że powyższe zestawienie się spodoba, jeżeli czegoś nie znacie odkryjecie kawałek fajnej, alternatywnej muzyki, dodam, że polskiej. Mam też nadzieję, że znowu zacznę pisać częściej, bo podobno to lubicie. Tymczasem liczę na lawinę komentarzy, lajków na fejsbuku i pieśni pochwalnych na moją cześć!
Wesołych świąt, smacznych jajek, no i w ogóle!


środa, 3 lutego 2016

Podobno warto pomagać

Siedzę w pracy i chyba nie powinienem teraz pisać posta, ale nikt nie widzi. Czytelnicy narzekają, że nic nowego się nie pojawia więc zaryzykuję karierą.
Dziś będzie o pomaganiu. Bo coś mi się stało ostatnio i chętnie pomagam. Pomagam z uśmiechem na twarzy. Mam cichą nadzieję, że to prawda o tej wracającej karmie i nie będzie to powrót pod postacią puszki karmy dla kota ciśniętej w moje czoło. Tak więc pomagam jak mogę. Nie lubię służyć radą, bo ja często nie wiem, co można zrobić w danej sytuacji, ale daję się wygadać drugiej stronie, nawet w miarę uważnie słucham i przytakuję no i jak już mi coś do głowy przyjdzie to radzę. W pracy pomagam, biorę dodatkowe godziny (i wcale nie chodzi o to, że miałem ich mało i chciałem sobie dorobić), bo wiem jak w naszym trybie pracy ciężko sobie coś zaplanować, albo znaleźć czas na coś, co nagle wypada. Materialnie pomagam. Dwóm panom na przystanku w środku nocy 5 złotych do biletu dołożyłem, wcale nie dlatego, że wyglądali jakby chcieli mnie zabić, a przynajmniej mocno poturbować gdybym tych pięciu złotych nie dał. Panu, który stracił pracę, dach nad głową, rodzina się od niego odwróciła 2 złote na życie dałem. Wcale nie dlatego, żeby przestał do mnie mówić. I w końcu przyczyniłem się do przywrócenia do życia mojego ulubionego instrumentu muzycznego w postaci wiolonczeli i uszczęśliwienia mojej ulubionej wiolonczelistki. Tutaj nie tylko ja się do tego przyczyniłem, a ludzi dobrej woli było troszkę więcej. Wiolonczeli pękła struna a zakup nowej, to jak się okazało całkiem spory wydatek. I tutaj moja ulubiona wiolonczelistka posłużyła się dwoma narzędziami, pierwszym był facebook, który jak nic innego zapewnia możliwość dotarcia do rzeszy osób. Drugim narzędziem był iWisher. Jest to aplikacja, która służy do zebrania pieniędzy na określony przez nas cel. Znaleźć można ją pod adresem iWisher.pl Bardzo proste w obsłudze narzędzie. Jeżeli nie mamy na coś akurat wolnych środków logujemy się na stronie i z listy produktów wybieramy to, co nas interesuje, dodajemy krótki opis i publikujemy link, żeby ktoś o naszym marzeniu się dowiedział i ewentualnie wspomógł. Wiolonczelistce pieniądze udało się zebrać nawet z małą górką, struna na swoim miejscu, a ja nie mogę się doczekać kolejnego występu. No właśnie, pieniędzy możemy zebrać więcej lub mniej niż potrzebujemy (określamy czas zbiórki), jeżeli mamy ich więcej, cóż, trafiają do naszej wirtualnej kieszeni i możemy je przeznaczyć jako część zapłaty za kolejną rzecz. Jeżeli w określonym przez nas czasie nie uda nam się uciułać na całość podobno można te pieniądze wypłacić albo przeznaczyć na inne życzenie.

Jeśli nie zgromadzisz całej kwoty potrzebnej na zrealizowanie iWisha, możesz pieniądze wypłacić (albo zmienić cel kwoty już zebranej).

W sytuacji, gdy zbierzesz kwotę większą niż ta, która jest Ci potrzebna do sfinalizowania iWisha albo  trafisz na jakąś super okazję cenową, pozostała kwota zostanie przeniesiona do Twojej Wirtualnej Portmonetki. Wtedy Twoim następnym krokiem powinno być przypisanie jej do kolejnego iWisha i spełnianie kolejnego marzenia.

Ja oprócz jednej wpłaty doświadczenia nie mam. Ale mam taki plan, żeby to się zmieniło i chciałbym do tego wykorzystać zbliżającą się pierwszą rocznicę bycia Eleganckim Penisem. Tak, za kilka dni blog będzie obchodził swoje pierwsze urodziny. Ciągle go prowadzę, może wpisy nie pojawiają tak często jakbym chciał, często wpadam na jakiś genialny pomysł na post, ale z braku czasu, albo ze zmęczenia po prostu o nim zapominam, ale po statystykach widzę, że czytelników mam i bardzo mnie to cieszy. I bardzo mnie cieszy to, że kilka osób osobiście pochwaliło mój styl, w którym piszę. Bardzo mnie to zmotywowało! Ale zmierzając do celu - mam życzenie urodzinowe - chcę dać pretekst dla kolejnego wpisu na bloga. Kiedyś dawno (może najwierniejsi czytelnicy pamiętają) na blogu pojawiały się wpisy o grach towarzyskich, chciałem żeby pojawiały się jak najczęściej, no ale (będę z tym nudny) czas, czas, czas. Bardzo rzadko siadamy i w coś gramy. Przyznaję, jedna gra czeka w kolejce na opisanie, mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się ruszyć dupsko i ją przedstawić. Po tym rozbudowanym wstępie pewnie już łatwo się domyślić, że Elegancki Penis na urodziny chciałby dostać grę. Gra ta chodzi za mną od dłuższego czasu i mam straszną ochotę w nią zagrać, a jeszcze nie miałem okazji. Moje życzenie można znaleźć tu: https://iwisher.pl/iwishes/3793 Obiecuję, że jeśli przypadkiem uda mi się grę dostać, na pewno się tym pochwalę i recenzja też tu trafi!






Jeżeli coś w temacie realizowania mojego marzenia będzie się działo, nie omieszkam donosić o tym na facebooku, więc jeśli jeszcze nie lubisz Eleganckiego Penisa, koniecznie kliknij Lubię to! gdzieś po prawej stronie, chyba wyżej.
Pamiętajcie, warto pomagać, podobno karma wraca!