Jest taka strona na fejsbuku, która w nazwie mówi o tym, żeby z logiki nie robić panny lekkich obyczajów. W sumie tylko nazwę kojarzę, nie wiem czym zajmuje się strona, no ale nazwa fajna (im wolno mieć takie słowa w nazwie!). I tak sobie siedzę i myślę, że ja z tej logiki kurwę robię bardzo często. Na ten przykład z wczoraj na dzisiaj nocną porą. Od tygodnia wszyscy krzyczeli, że zmiana czasu, że spać godzinę dłużej, że ogólnie zajebiście. A że spać dłużej to ja lubię i to bardzo, to się nawet ucieszyłem. Nawet dobrze się składa, bo ostatnio męczy mnie bezsenność, długo nie mogę zasnąć, wstawać trzeba o w miarę ludzkich porach, niewyspany ogólnie chodzę. Do tego wolna chata, cisza, spokój. Umościłem sobie barłóg, w telewizorze akurat ulubiony film, dobrze się składa, bo zawsze zasypiam jak chcę coś bardzo obejrzeć, pokój wywietrzony, optymalna temperatura, nawet trochę zmęczony jestem, najedzony w sam raz, nawodniony, wysikany. UDAŁO SIĘ! Zasnąłem chwilę po tym jak postanowiłem. Po północy jakoś chwilę. I tak sobie spałem przesypiając zmianę czasu aż do czwartej nad ranem. Obudziłem się jak nowo narodzony. Więc sprawdziłem fejsbuka, sprawdziłem instagrama, jednego maila, drugiego maila, jeszcze raz fejsbuka, bo może ktoś coś, później przypomniałem sobie o zmianie czasu, ale nie mogłem sobie przypomnieć w którą stronę te wskazówki, urządzeniom elektrycznym nie wierzę i nigdy w sumie nie wiem czy godzina zmienia się automatycznie czy w swoim geniuszu ustawiłem żeby robić to manualnie. Zacząłem szukać. Kiedy 10 niezależnych źródeł uświadomiło mi, że jest 5 rano postanowiłem kontynuować sen. Nawet udało mi się znowu zasnąć. I spać aż do ósmej. Wtedy to już oficjalnie byłem wypoczęty i wyspany jak nigdy, dzięki za tą dodatkową godzinę! Przynajmniej nadrobiłem Gonciarza na jutjubie.
Kolejny przypadek z wczoraj. Kilka miesięcy temu zainwestowałem w wizytę u optyka, bo problemy z widzeniem obiektów oddalonych ode mnie miałem, szczególnie napisów, tabliczek z nazwami ulic, a to trochę ważne dla mnie. Tak więc okulary na nosie noszę i widzę prawym okiem tak jak widzieć powinienem. Wczoraj jakoś o okularach zapomniałem i poszedłem szukać ulicy na G i budynku 12. I stanąłem i czekam na klienta. A że nienawidzę czekać, to logicznym jest, że zawsze jestem pół godziny wcześniej, bo z drugiej strony nienawidzę się spóźniać. No i tak stoję, zimno, stoję, kręcę się, podskakuję, pogwizduję aż w końcu skupiam się na tej tabliczce z nazwą ulicy i numerem, bo wcześniej zauważyłem ją z drugiej strony ulicy i uznałem za pewnik. Numer się zgadza, pierwsza litera się zgadza, niestety pomyliłem polskiego malarza z radzieckim kosmonautą. Przynajmniej przydał się mój zapas czasu.
Takich przykładów oczywiście u mnie na pęczki, no ale nie będę robił z siebie większego pośmiewiska.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 października 2016
niedziela, 1 listopada 2015
Bez pracy nie ma kołaczy
Pewnie pamiętacie jak jakiś czas temu pisałem o chorej atmosferze w pracy, o mobbingu, ogólnej nienawiści do mnie i o tym, że cale zło tego świata to moa wina. Sytuacja taka trwała sobie ciągle, ja z lenistwa i wszystkowdupizmu nie przedsięwziąłem żadnych środków prawnych, przyzwyczaiłem do tej komedii, ale w międzyczasie szukałem innej pracy. Niestety ciężko przebić, to co oferują mi w obecnej więc trwałem w tej sytuacji. Aż coś się pojawiło, z chujowymi warunkami, daleko, ale coś, co już wcześniej robiłem i co lubię. Wziąłem. W międzyczasie kadra zmniejszyła się o kolejną osobę, a minimum zdrowego trybu pracy są cztery osoby (inaczej pracujesz non stop). Mój móżdżek wykombinował, że z powodu niezadowalających zarobków w nowej pracy będę sobie dorabiał w starej i jakoś to będzie. Próbkę tego, co mnie czeka miałem w zeszłym tygodniu. Nie wiem czy wiecie, ale ja słynę z durnych pomysłów. A ten jest wyjątkowo durny, bo może się odbić albo na moim zdrowiu, albo na którejś z prac. Po złożeniu obu grafików do kupy okazuje się, że dzisiaj, tj. pierwszego listopada mam pierwszy z dwóch dni wolnych w listopadzie (o ile jedna z prac będzie nieczynna 11 listopada), ewentualnie mogę do tego doliczyć wolny dzień po nocce. Trzymajcie kciuki, czeka mnie jakieś ponad trzysta godzin do przepracowania. Ale, ale! Kiedy w starej pracy dowiedzieli się o mojej nowej pracy atmosfera stała się zupełnie odwrotna, jest miło, przyjemnie, wróciły rozmowy i heheszki, nikt nie ma do mnie pretensji, przestałem sabotować, obgadywać, podkopywać innych pracowników. W obliczu utraty kolejnego pracownika (jeżeli założyć, że to nie jest sztuczna atmosfera mająca mnie tam utrzymać do czasu znalezienia kogoś innego) nagle okazało się, że jednak nie jestem taki zły. Koniec żalów, teraz trzeba się nastawić, że kolejny miesiąc to godziny spędzone w autobusie, całe dnie w pracy, bo są dni, że z jednej jadę do drugiej i kilka godzin snu dziennie. Ale ja nie dam rady?
Mam za to plan i coś, co mnie motywuje. Celem, który miałem spełnić w tym roku miało być odwiedzenie kolejnego kraju, mam nadzieję, że nadwyżka finansowa i chociaż kilka dni wolnego w grudniu pozwoli mi to osiągnąć (i wolne miejsca w polskim busie!).
Trzymajcie kciuki.
Mam za to plan i coś, co mnie motywuje. Celem, który miałem spełnić w tym roku miało być odwiedzenie kolejnego kraju, mam nadzieję, że nadwyżka finansowa i chociaż kilka dni wolnego w grudniu pozwoli mi to osiągnąć (i wolne miejsca w polskim busie!).
Trzymajcie kciuki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

