sobota, 27 czerwca 2015

A ty którym typem człowieka jesteś?

Dzień dobry. W dzisiejszym wpisie będę posiłkował się grafikami zamieszczonymi w artykule Polityki (link), bo bardzo zaciekawił mnie ten temat. W niemal wszystkich przypadkach wskazuję jednoznaczny wybór. Ciekawe jak to jest z większą ilością "badanych", czy faktycznie istnieją dwa typu z ludzi (z niewielkimi odchyleniami)?

1. Ja pizzę zawsze zjadam do końca i zawsze ze zdziwieniem patrzę na osoby, które zostawiają obgryziony rant. Przecież to smakuje wybornie umoczone w sosie!


Tu okazuje się, że więcej grafik Polityce ukraść nie mogę (albo nie umiem) więc zostaje mi barwne opisywanie przykładów. Zresztą link macie, możecie sobie przewijać obrazki.

2. Coca-Cola czy Pepsi? Woda mineralna gazowana. No ale jakoś tak jeśli już muszę, to wybieram Pepsi. Aczkolwiek w tym całym Wyzwaniu Pepsi wybrałem w ciemno Colę.

3. Nie wiem jak to do końca interpretować. Podejrzewam, że może chodzić o bałagan vs. porządek. Zawsze wokoło mnie jest bałagan, ale jak każdy bałaganiarz powiem, że jest on pozorny, bo wtedy wiem, że wszystko jest na swoim miejscu i zawsze wiem, gdzie co leży. W sterylnych i posprzątanych przestrzeniach boję się dotknąć czegokolwiek.

4. Pies czy kot? Oczywiście, że pies! Psy towarzyszą mi od urodzenia (jakieś epizody z kotami też miałem, ale głupie to to, ani z tym pogadać, ani wyjść do lasu), aktualnie posiadam Maxa, 10-letniego mieszańca sznaucera (chyba średniego) z dalmatyńczykiem. Ludziom o zdrowym rozsądku odradzam taką mieszankę, bo Max do 3 roku życia był najdziwniejszym zwierzęciem z jakim przyszło mi mieć do czynienia. Wyznawał zasadę, że co w jego zębach, to jego. Nawet moje przedramię. Więc chodziłem notorycznie ozdobiony śladami po psich zębach. A po spacerze nad jezioro ja wracałem przez całą wieś w samych majtach, a pies z moimi ciuchami w zębach. Co nie zmienia faktu, że go uwielbiam, chociaż jest teraz daleko. Psy na ulicy też uwielbiam, chociaż po spędzeniu kilku miesięcy w Rumunii tych na oko bezpańskich już unikam.

5. Składniki czy cena? Tak to odczytywać? Jestem Januszem Cebulą, cena jest dla mnie bardzo ważna.

6. Tego nie rozumiem. Ciastko czy owoce? Owoce, a raczej warzywa i to surowe. Chociaż mam napady niepohamowanej chęci na słodycze. Na szczęście rzadko.

7. Jedna kolacja czy kilka? Oczywiście, że kilka! Ogólnie jem i podjadam z nudów, więc jeśli siedzę wieczorem w domu lodówka jest często wietrzona.

8. Ciastko jedzone w całości czy rozbrajane? Tu bywa różnie, ale przyznam się, że niebywałą frajdę sprawia mi najpierw zdzieranie czekolady z delicji, później dobieranie się do galaretki, a na końcu jedzenie samego biszkopta. Tak samo markizy, góra, nadzienie, spód.

9. Herbata czy kawa? KAWA, KAWA, KAWA!!! Nie lubię herbaty, chce mi się po niej pić, taki paradoks. Kawę piję litrami, dosłownie, rozpuszczalną, parzoną, z mlekiem, czasem bez, koniecznie z cukrem. Gdyby kawa zniknęła, umarłbym, obiecuję.

10. Apple czy Android? Nie jestem jakimś fanem elektroniki, mam telefon z Androidem, od wczoraj lubimy się z powrotem, niech będzie Android. Zdarzało mi się działać na produktach Apple'a, było o tyle niewygodnie, bo całe życie pracowałem na innych systemach.

11. Płacić czy w odpowiednim momencie się wykręcić? Nie mam problemu z płaceniem. Serio ludzie tak robią?

12. Burger z serem czy bez? Oczywiście, że z serem! I ogórkiem kiszonym.

13. Jedzenie sztućcami czy rękami? Jeżeli się da, to rękami. Jeżeli akurat nie jest się w Atelier Amaro, to czym się krępować? Usiłowałem kiedyś jeść burgera nożem i widelcem, ale jest to całkowicie bezsensowne. Przecież o wiele więcej przyjemne jest jedzenie, kiedy sos ścieka po brodzie!

14. Whiskey czy wódka? Drink czy czysta? Wódka, czysta, ewentualnie smakowa, ale nie drinki. No chyba, że jeden, mój ulubiony. Martini z wódką.

15. Keczup czy musztarda? Tutaj muszę opowiedzieć się za jednym i drugim, bo każdy z tych sosów pasuje do czegoś innego, ewentualnie do tych samych dań stosuję je zamiennie. Jedno i drugie bardzo lubię. Chrzan też lubię.

16. Jedzenie przy stole czy w łóżku? W łóżku, pod kołderką, przed tv, na leżąco. W ostatnim czasie dwukrotnie zdarzyło mi się wstać rano z łóżka i mieć dylemat czy to na prześcieradle to czekolada czy... nie czekolada.

17. Czekolada jedzona "po kostce" czy gryziona? Jak za słodyczami ogólnie nie przepadam, to kiedy mam dostęp do czekolady, jem jak głupi, jakbym jej nigdy na oczy nie widział, szczególnie po oddaniu krwi, kiedy dysponuję większą ilością potrafię zjeść 2-3 tabliczki na raz. Sugerowałoby to, że wpycham sobie te tabliczki do ust i odgryzam kawały czekolady. Nic bardziej mylnego, najpierw sobie ją rozdzielam na pojedyncze kosteczki (i bardzo cierpię wewnętrznie, kiedy któraś się krzywo ułamie).

18. Żreć i nie tyć, czy jeść mało i ważyć tonę? Żreć i nie tyć, o czym już było chyba dwie notki temu. Nic się od tamtej pory nie zmieniło.

19. Frytki z keczupem obok czy polane nim? Obok, koniecznie, bo każda musi być w nim zamoczona w odpowiedni sposób (czy ja mam objawy jakiejś nerwicy natręctw?), i nie namakają i nie ciapią się jedzone w ten sposób. (Mogę ukraść kolejną grafikę, tak na koniec)


Brakuje w tym zestawieniu jeszcze paru rzeczy, np. wanna czy prysznic? Prysznic. Góry czy morze? Góry. Kilka by się jeszcze znalazło. Ciekawe, czy gdyby do wyboru były cztery rzeczy też tak łatwo (przynajmniej mnie) dałoby się określić swój wybór?
Jestem też ciekaw waszych wyborów i uzasadnień, niekoniecznie na wszystkie przykłady, ale fajnie byłoby poczytać (i przekonać się, że ma się kilku czytelników).

niedziela, 21 czerwca 2015

Trochę było fajnie, a trochę umieram.

Cześć, czołem, kluski z rosołem! Pamiętacie ten tekst?



A ja tymczasem spieszę donieść, że marzenia się spełniają! Spełniło mi się jedno w zeszłą niedzielę. Byłem na koncercie Muse! Wyszedłem do sklepu po chleb i mleko, serio, a trafiłem na Orange Warsaw Festival. I nie żałuję. Muse kocham od baaardzo dawna, moja fascynacja nimi zaczęła się w głębokim gimnazjum i trzyma mnie do dzisiaj, a to co zrobili w niedzielę tylko utwierdziło mnie w tym, że trzeba ich wielbić. Tamtego wieczora załapałem się na trzy koncerty, na pierwszy ogień poszło Bastille, tak na dobrą sprawę, to znałem ich jedną piosenkę z radia, ale koncert dali bardzo dobry i wszystko, co grali wpadało mi w ucho więc zaszczycę ich dodaniem do playlisty. Drugi był Incubus, na nich też bardzo chciałem pójść, ich też słucham od gimnazjum, bo w ogóle to wtedy jakoś ukształtował się mój gust muzyczny. Koncert Incubus bardzo fajny, ale trochę mnie rozczarował, brakowało jakiegoś mocniejszego pierdolnięcia. Ale potem na scenę weszło Muse i jak pierdolnęli... ciary na plecach, włosy dęba! Co dwie gitary i perkusja mogą zrobić na scenie! No i fortepian w Hysteria. Pójście na Orange rozważałem już od jakiegoś czasu, ale nie wiem, co mi we łbie siedziało, chyba cebula, że wydawało mi się, że 110 zł to dużo. Za trzy takie koncerty to stanowczo za mało. Już sobie sporządzam listę zespołów, które chciałbym zobaczyć za rok. Niestety w tym roku Woodstock i Cieszanów Rock Festival nie zachęcają mnie line-up'em. Za to dzisiaj idę zobaczyć sobie na scenie Skubasa.



Z rzeczy dziwnych: w końcu wybrałem się na jogę. Żeby rozciągnąć zastane ścięgna. Joga była dynamiczna, czyli żadne kwiaty lotosu, mruczenie i lewitacja. Dałem radę, chociaż zdążyłem się spocić. I rozciągnąć. Zajęcia trwały godzinę, przy pierwszej próbie złapania się za palce u stóp siedząc z wyprostowanymi nogami dałem radę złapać się za okolicę kolan, na koniec zajęć spokojnie trzymałem się już za paluchy! Taki mały sukcesik. Świetna sprawa z tą jogą, będę uczęszczał tak często, jak tylko będę mógł (mam nadzieję, że Karolina też, bo wpuszcza mnie na swój karnet :P).


A z rzeczy mniej przyjemnych: chyba coś złego dzieje się mi z kręgosłupem i bardzo mnie to martwi więc powoli zaczynam się ustawiać w kolejce do neurologa. Tak to kurwa jest, kiedy się pewnie sprawy zaniedbuje przez lata. Joga miała na to pomóc, nie dała rady.

czwartek, 11 czerwca 2015

Jak sobie nalać mleka do papierowej torby?

W Berlinie powstanie pierwszy w Europie supermarket, gdzie produkty nie będą w nic opakowane. Nie będzie też foliowych siatek przy kasach.
http://wyborcza.pl/1,75477,16293013,W_Berlinie_powstaje_supermarket_bez_opakowan__To_jak.html#ixzz3ckG3SnT4
Takie sklepy powinny stać na każdym rogu i nie powinny być ciekawostką czy mrzonką  ekologa.
Nie jestem zapalonym ekologiem, sam popełniam miliony błędów i używam nieekologicznych toreb i reklamówek (czy jak niektórzy wolą siatek, a siatka to może być na ryby). Na zakupy zwykle chodzę z plecakiem, kiedy mnie poniesie i plecak nie daje rady nic więcej już pomieścić, kupuję reklamówkę, ale z nadzieją, że przyda się na następne zakupy, niestety mam ich milion (tak, wiem, mógłbym jedną mieć cały czas na dnie plecaka i chyba od teraz tak będzie). No ale jeżeli miałbym wybór, wolałbym pójść właśnie do takiego sklepu. Szlag mnie trafia kiedy w sklepach widzę jak ludzie pakują do osobnych woreczków po bananie, pomidorze, ogórku i papryce. Z doświadczenia wiem, że naklejkę z wagi śmiało można przykleić do marchewki i nic się złego nie dzieje. Założę się, że pewnie u każdego w domu zalegają sterty reklamówek, popakowane jedna w drugą, trzymane na wszelki wypadek, bo przecież wyrzucać nie można. Z jednej strony to jest dobre, bo wielu ludzi ma gdzieś z tyłu głowy głos, który mówi o zaśmiecaniu, ale w końcu coś z tą stertą plastiku trzeba będzie zrobić. Wyrzucić? Będzie się rozkładać setki lat. Spalić? Dziura ozonowa się powiększy i pomrzemy. Zjeść? O! Trawimy plastik? Lasy będą czyste.


- Jeśli każdy będzie mógł kupować niezapakowane jedzenie, to najpierw zmniejszymy produkowanie odpadów, a potem zupełnie odwrócimy się od tego. To oznacza też mniejsze zużycie wody i ropy do produkcji opakowań - mówi Glimbowski.
Ale wracając do samego sklepu, bo od moralizowania nie jestem - na początku takie zakupy mogą być problematyczne, bo z jakim opakowaniem tam pójść, w co nasypać ryż, a w co nalać mleko? Wziąć dziesięć słoików w lnianej torbie? Puste będą już trochę ważyć. No ale cel szczytny więc ludzie szybko coś wymyślą, bo ludzie to leniwe bestie i będą chciały mieć jak najwygodniej.
Myślę, że kolejnym argumentem, który mógłby przekonać szczególnie Polaków do robienia zakupów (sprawunków, hehe) w takim sklepie jest deklaracja niższych cen, a i produkty mają być od lokalnych dostawców. Jestem ciekaw o ile obniżyłyby się ceny jeśli odpadnie od nich koszt opakowania.

Same towary mają być tańsze niż w innych supermarketach, bo będą sprowadzane przez lokalnych dostawców, którzy - co oczywiste - zobowiązali się, żeby nie pakować ich w wykonane z tworzyw sztucznych pojemniki.
 Jeżeli coś takiego powstałoby w mojej okolicy z chęcią bym się tam wybrał i mam nadzieję, że został stałym klientem. Możliwość zmniejszenia produkcji śmieci w moim skromnym gospodarstwie domowym, a do tego niższe ceny sprawiają, że jestem bardzo na tak! ZAPRASZAMY DO POLSKI!


P.S. Nie zdążyłem jeszcze zostać matką.

niedziela, 7 czerwca 2015

Moich sześć ulubionych pytań

                Jakoś tak się dzieje, że pomimo mojej niechęci do gatunku ludzkiego ciągle spotykam nowych ludzi i nawet z nimi rozmawiam. Część zostaje nawet w gronie moich znajomych. A że rozmowa, to i pytania. 



Poniżej prezentuję więc listę moich ulubionych pytań, które padają prawie zawsze razem, a na pewno któreś z nich zostaje zadawane.

1. Jakiej muzyki słuchasz?
Na początek pytanie mniej osobiste, aczkolwiek wymagające ode mnie największego poświęcenia, bo jak już kiedyś pisałem: gust jest jak dupa i każdy ma swój więc nie zawsze to, czego słucham odpowiada zadającemu pytanie. Więc najczęściej odpowiadam, że różnej, co nie satysfakcjonuje rozmówcy. Wtedy jeśli w pobliżu jest komputer, włączam swojego last.fm (http://www.last.fm/user/dimashq) i na chwilę jest spokój, bo muzyki faktycznie słucham różnej i każdy na liście wyhaczy coś wspólnego. Gorzej, kiedy zacznę rozprawiać o fascynacji nowo odkrytym zespołem, opowiadać o wokalu podobnym do głosu zdychającego lista połączonym z partiami orkiestrowymi w klimacie islandzkich fiordów lub genialności tekstów Katarzyny N. i moimi marzeniami o byciu adoptowanym przez nią. Nie każdy mnie rozumie. Poniżej lista tagów, które znalazły się w mojej plejliście w ciągu ostatnich 12 miesięcy.



2. Dlaczego masz brodę/po co ci broda?
Bo nienawidzę się golić. A zarost na twarzy mam odkąd mi urósł czyli gdzieś od gimnazjum, ale wtedy golić się wypadało więc robiłem to raz na tydzień, dwa. Więc jakiś zarost zawsze był. Później goliłem się coraz rzadziej, aż jakieś 3-4 lata temu przestałem w ogóle. Z małymi wyjątkami spowodowanymi problemami ze skórą. Mam strasznie suchą skórę na twarzy i czasem pod brodą nie było widać, że trzeba się nią natentychmiast zająć. Więc maszynka szła w ruch. Ostatni raz do zera ogoliłem się jakiś rok temu. Tak więc brodę mam z czystego lenistwa. Nie wyobrażam sobie wstawania dodatkowych kilku minut wcześniej, żeby machać dżiletem. A poza tym wyglądam w brodzie zajebiście.

3. Dlaczego masz w uchu kolczyk?
Taki kaprys. Z sześć lat noszę w chrząstce lewego ucha metalowe coś, kulkę, kółko, teraz podkowę. Pięć lat bolało jak cholera, teraz odpukać jest dobrze. Nie ma w tym żadnej ideologii. chciałem kolczyka, mam kolczyka. Chciałbym jeszcze jeden albo i dwa w innych miejscach, ale nie chcę żeby znowu bolało. Nie chodzi o sam fakt przekłucia, bo tego to akurat czasem potrafię nie zauważyć (Honorowy Dawca Krwi!) tylko o czas gojenia i urażanie się.

4. Dlaczego nosisz rurki?
Bo są wygodne. Bo były najtańsze w sklepie i okazały się wygodne. Bo mi pasują i się w nie mieszczę. Ale głownie dlatego, że są wygodne.

5. Dlaczego jesteś taki chudy? Przytyłbyś.
Albo mam tasiemca albo cholernie szybką przemianę materii. Po częstotliwości odwiedzin toalety obstawiam to drugie. I nawet kiedy jem jak świnia, leżę do góry brzuchem i nie robię nic nie tyję. Czasem zauważam jakieś 1-2 kilowe skoki, a za chwilę ważę jeszcze mniej niż waga wyjściowa. A więc tak mam. Nawet jakoś szczególnie nie jestem aktywny fizycznie, a i zdrowe jedzenie ostatnio poszło w odstawkę.



6. Jesteś hipsterem?
Nie. Ja się domyślam, że to, co pisałem wcześniej, mój wygląd etc. może na to wskazywać, ale hipsterzy w tym jak wyglądają, czym się interesują i jak myślą mają ideologię. A ja po prostu mam taki styl, który jest mój. (Podobno hipsterzy nie mówią, że są hipsterami)